Tym razem opowiadanie
Aug. 9th, 2008 10:23 pmTytuł: Towarzysz
Autor: Gokuma
Rating: PG/PG-13
Special thx to:
---------
Towarzysz
---------
Odkąd mój przyjaciel umarł, widuję go coraz częściej.
Czasem, gdy idę na poranną zmianę, czeka na mnie w dużym pokoju, przyglądając się, jak zbieram się do pracy, jak szykuję sobie jedzenie, jak piję pospiesznie gorzką herbatę. Jest czwarta, gdy wychodzę z domu – wszystko wokół jest ciche, pogrążone w szarości. Stojąc na przystanku, ziewam jeszcze i trę oczy; chłodny dotyk wybudza mnie i rozglądam się, wiedząc, że nie zobaczę nikogo ani niczego. Nie teraz, gdy jest już zbyt jasno i nie ma jeszcze cienia – podjeżdża autobus, witam się ze znajomym z pracy, który kończy właśnie swoją zmianę.
Odkąd Michał umarł, widuję go coraz częściej – czasem w ciągu dnia, gdy masa pasażerów to wsiada, to wysypuje się z autobusu, nie zwracając uwagi na siebie wzajem, spiesząc do swoich spraw, pilnując swoich toreb i numerów przystanków. Czasem dostrzegam go w lusterku – czasem widzę go, gdy jedziemy w cieniu, zwłaszcza, gdy autobus oklejony jest od zewnątrz reklamą, która przepuszcza niewiele światła. Niekiedy wychodzi na jakimś przystanku – razem z garstką innych ludzi, albo i sam (dlatego drzwi czasem się otwierają, choć nie widać żadnego pasażera). Nie ma w tym żadnego planu – Szpital, Wysoka, Siewierska, Most Rakuskiego - a potem znów zjawia się przy mnie, jakby nie wysiadł dwadzieścia kilometrów temu.
Odkąd Michał zginął, nigdy nie wracam z klubu bez towarzystwa - mój przyjaciel zostawia mi w tym dużo swobody. Widuję go ciągle w twarzach, spojrzeniach przygodnych znajomych – ale to złudzenie, wiem, że to tylko złudzenie, zawęźlenie pragnień, poczucia winy i tęsknoty. Nie mieliśmy dla siebie czasu, teraz zabieramy czas innych - mylę imiona tak często, że tylko święty nie zacząłby być podejrzliwy. W końcu wracamy do punktu wyjścia – ja wracam do punktu wyjścia, z cichym domem, pustą połową łóżka i kompletem sztućców, których nikt nie używa.
Odkąd Michał odszedł, nabrałem mnóstwa nowych nawyków, manieryzmów, których nikt poza nim nie rozumie. W restauracji zamawiam niepotrzebnie dodatkowe miejsce, kupuję jedzenie, którego nigdy nie lubiłem, zmieniłem gusty muzyczne: w sklepach szukam płyt zespołów, których wcześniej wcale nie słuchałem. Zdarza mi się zapomnieć zamknąć drzwi do mieszkania, albo przeciwnie – dzwonić do nich dobre parę minut, zanim przypomnę sobie, że tylko ja mam klucze. Wieczorami przełączam film na jakieś polityczne dysputy – i zasypiam, znudzony ględzeniem gadających głów, które Michała niesłychanie fascynuje. W dzień wyborów planuję odespać nocną zmianę – ale wychodzę z domu i człapię do swojego okręgu wyborczego, poganiany pełnym wyrzutu spojrzeniem.
Odkąd Michał umarł, mówię do pustego mieszkania – które nie jest puste, przynajmniej dla mnie. Kiwam głową, zgadzając się na milczące sugestie i wychodzę na spacer w środku nocy. Nigdy mnie nikt nie zaczepia, czasem tylko koty przypatrują mi się z daleka, wiedząc, że kogoś jeszcze powinny zobaczyć i że wzrok, węch, słuch, smak, dotyk nie pozwalają pojąć wszystkiego.
[end]
no subject
Date: 2008-08-09 08:41 pm (UTC)Połączenie codzienności z niecodziennością ujęło mnie najbardziej.
no subject
Date: 2008-08-10 06:08 pm (UTC)no subject
Date: 2008-08-10 08:21 pm (UTC)no subject
Date: 2008-08-10 09:06 am (UTC)no subject
Date: 2008-08-10 06:09 pm (UTC)no subject
Date: 2008-08-10 03:19 pm (UTC)no subject
Date: 2008-08-10 06:07 pm (UTC)no subject
Date: 2008-08-10 10:21 pm (UTC)BTW, jak tam przygotowania?
no subject
Date: 2008-08-10 11:01 pm (UTC)