gokuma: (FoxyGin by Ran)
[personal profile] gokuma
Miałam, oczywiście, pisać o czym zupełnie innym, ale parę godzin temu przyśnił mi się SEN. Zaraz po obudzeniu (diabelny telefon) usiadłam przy komputerze i opowiedziałam go Jezkowi. Gdyby nie to, pewnie by się zatarł mi w pamięci. A tak... :)




We śnie jestem wewnątrz internetowej gry komputerowej. Zdaję sobie sprawę, że to gra, więc cokolwiek dzieje się w jej trakcie, nie boję się tego aż tak bardzo. Będę miała kilkakrotnie sporego stracha - zawsze będę jednak wiedziała, że naprawdę jestem "gdzieś indziej" i najwyżej czeka mnie restart.

"Gra" wygląda i widziana jest jest z perspektywy podobnej jak w grach pod tytułem "Doom", czy "Duke Nukem". Zaczyna się od tego, że wchodzę do wielkiej sali. Zanim jednak zdążę się jej przyjrzeć, pojawia się pierwszy przeciwnik. Jest nim... Skeleton Jack, miks Jacka Sparrowa i Jacka Skellingtona z "Nightmare Before Christmas". Sam Jack jest bystrym i silnym przeciwnikiem; ma jednak (na moje szczęście) pod swoją komendą gromadę takich małych szkielecików (rodem z filmu Burtona), które rzucają się zaraz w moją stronę, oddzielając mnie od Jacka. Udaje mi się pokonać szablą kilka pierwszych. Potem uciekam w bok; szkielety wpadają na siebie, skutecznie (na jakiś czas) postrzymując Jacka przed ruszeniem w pościg.

Mam więc teraz chwilę, żeby odetchnąć i przyjrzeć się temu, gdzie w ogóle jestem: znajduję się w wielkim pomieszczeniu, przypominającym salę, w której me się odbyć jakaś wystawa.  Sala podzielona jest na części cienkimi przepierzeniami, przed którymi znajdują się standy ze zdjęciami (możliwe więc, że jest to wystawa fotograficzna). Całość oświetlona jest bardzo skąpo, blady, przytłumiony blask pada na podłogę; maleńkie lampki są też przy każdym zdjęciu. Stoję na schodach kierujących właśnie na tę salę; kiedy na nią wchodzę...
...Otrzymuję towarzysza (gdzieś - w mojej głowie albo na "ekranie" - pojawia się napis "Ally") . Jest to  [profile] raneczka , która nagle wyłania się znikąd, przez chwilę patrzy się wokół oszołomiona, po czym zaczyna iść za mną. Moim zadaniem od tego momentu nie tylko dotrzeć do celu w jednym kawałku, ale też dopilnować, żeby i jej nic się nie stało. We dwie idziemy pierwszym z korytarzy; gdy docieramy do końca, zaczynamy słyszeć dziwną, wzbudzającą niepokój muzykę...

Wchodzimy do pomieszczenia, w którym znajduje się duży, oświetlony pochodniami ołtarz jakiegoś bóstwa. Stoi przy nim kapłan - w kapturze i habicie, zajmujący się odprawianiem jakiegoś obrzędu. We śnie "wiem", że kapłan ten nie dopełnił za życia jakiejś ważnej ceremonii. Teraz - jako widmo - musi ją odprawiać wciąż i wciąż.
Oczywiście jednak (^^''') kapłan słyszy nasze kroki i rusza w nasza stronę. Nie widać jego twarzy; pod kapturem właściwie nie widać kompletnie nic, jest tylko czerń, ciemność i jarzące się ślepia. Kapłan jest o jakiś metr od nas wyższy. Przygotowuję się już właściwie do walki, gdy na salę wpada Jack. Kapłan odwraca się w jego stronę, uznając najwyraźniej, że pirat przeszkadza mu znacznie bardziej niż my. Nie czekając na wynik ich starcia, biegniemy dalej. Rankowi włącza się czasowa osłona przed ewentualnymi obrażeniami (każdy z "ally" ma taką, o innej mocy i kształcie): jest to w przypadku Ran krąg unoszących się wokół maleńkich duchów-lisków (które wzięły się zapewne stąd).

Bez większych problemów docieramy do końca drugiego korytarza i wchodzimy do kolejnej sali. A właściwie - stajemy na jej progu. Ponieważ właśnie natrafiłyśmy na komnatę głównego bossa - Davy'ego Jonesa.
Salę w całości prawie wypełniają wielkie organy. Jones gra na nich, nie zauważając nas póki co na szczęście. Komnata jest dosyć wąska, oświetlona ustawionymi na organach świecami. Nie ma z niej wyjścia. Znalazłyśmy się - przynajmniej tak to wygląda -  ślepym zaułku.

Tymczasem słychać już "theme song" zbliżającego się z drugiej strony Jacka. W chwilę potem widzimy go na progu komnaty. Na szczęście muzyka Jonesa hipnotyzuje go na moment i udaje nam się przemknąć obok. Wracamy do poprzedniego korytarza, szukając innego wyjścia. I dostrzegamy na zbliżającego się z drugiego końca kapłana...
...Od strony komnaty Jonesa biegnie Jack. Sytuacja robi się naprawdę groźna, tym bardziej, że słychać również już nadchodzącego za Skeleton Jackiem Jonesa. Muzyka organów ucicha. Razem z Ran chowamy się za jednym ze standów ze zdjęciami. Jest to marna ochrona, ale zawsze jakaś: zasadą gry jest to, że żadna z rzeczy (ścian, schodów itp.) nie może zostać zniszczona; więc wróg nie może ich po prostu - i na szczęscie - rozwalić, tylko musi je obejść, żeby do nas dotrzeć.
Nagle widzę, że Jack też najwyraźniej nie ma zamiaru walczyć z tamtymi dwoma: również chowa się za stojący w pobliżu stand i dostrzegając nas, pokazuje gestem, że mamy być cicho. Czekamy we troje, co wyniknie z zetknięcia Jonesa z tamtym kapłanem, którego sprowadził na nas Sparrow.

Tymczasem (ku wyraźnemu rozczarowaniu Jacka) nie dochodzi do walki; Jones wkracza do sali powoli, a gdy kapłan staje przed nim, mówi tylko "Odejdź, potępiona duszo". Kapłan potulnie wraca do swojej komnaty. Jack mruczy do siebie coś w rodzaju "oh crap" i zaczyna rozglądać się nieco panicznie. Całkiem zresztą słusznie: Jones odwraca już się, wyczuwając obecność pirata i po chwili zmierza już w jego stronę. Jack zrywa się do ucieczki, a uciekając, biegnie w naszym kierunku; w końcu Jones do nas dociera i następuje...
[RESTART]*

*ponieważ Jones załatwił niestety naraz nas wszystkich =_=


...I znowu od początku. Kolejny raz pokonuję szkieleciki i uciekam przed Skeleton Jackiem. Tym razem jako ally zjawia się [profile] furrycube , pod postacią małego wilczka, którego biorę na ręce (nie będę więc już, niestety, mogła się posługiwać szablą) i zaczynam zwiewać. Scenariusz jest identyczny jak w pierwszej rozgrywce. Tym razem jednak jestem mędrsza; gdy docieramy do komnaty Davy'ego Jonesa, podchodzę do niego bardzo blisko, tak, że przerywa swoją melodię bez dogrania jej do końca. Potem wycofujemy się z Cubem na korytarz i chowamy niedaleko drzwi, w kącie pomieszczenia. Cube, czując niebezpieczeństwo (zbliżającego się Jonesa), strzyże uszami i tym samym aktywuje swoją osłonę: jest to komoda, za którą kryjemy się skutecznie przed wzrokiem bossa i gdy Jones nas mija, myk - wbiegamy do jego komnaty. Tam, jak się okazuje, otworzyło się ukryte dotąd wyjście ^^ Otwieramy drzwi...

...I wychodzimy na dwór, w środek zalanego słońcem miasta. Wszędzie wkoło - na ulicach, w domach, nawet na drzewach - znajdują się ludzie znani z LJ i forum: najbardziej pamiętam Jezka ([personal profile] jeza_red ), stojącego na dachu jakiegoś budynku i podrzucającego piłkę czy pomarańczę oraz Boss ([profile] bosska_ak)i [profile] mreu , siedzących na wysokim drzewie (Mreu - pod postacią małego kotka zsuwającego się cały czas z gałęzi). W międzyczasie na dwór wpada Jack, ale w świetle słońca przestaje być szkieletem i prawie zaraz znika, odtransportowany do "swojej bajki". Cube zaczyna za kimś (za czymś) węszyć i rozglądać się...

...I niestety w tym momencie dzwoni telefon i się budzę ^___=.


...Ufff! To wszystko. Jezack (nie wiem, jakim cudem) narysował po godzinie śliczny obrazek do tego snu, a dokładniej - do drugiej części. Zobaczcie zresztą sami =>

klik

Cube: "Co tak mną trzęsiesz, śmiertelniku?" XD



Date: 2008-02-09 12:02 am (UTC)
From: [identity profile] harukazepanda.livejournal.com
eeeeeej zabiłaś mnie! XD i nawet nie pamiętasz jak wyglądałam, bu xp
ale sen fajny xD

Date: 2008-02-09 12:09 am (UTC)
From: [identity profile] gokuma.livejournal.com
Nie ja, tylko Davy Jones XD A to i tak wina Jacka XDDD

Date: 2008-02-10 12:17 am (UTC)
From: [identity profile] gokuma.livejournal.com
Tak, mój umysł pracuje wtedy na drugą zmianę (w życiu świadomie nie skojarzyłabym Jacka Sparrowa ze Skellingtonem XD)
Ciekawa jestem, czy przyśni mi się kiedyś inna plansza...

(numer GG wysłałam)

Date: 2008-02-10 06:38 pm (UTC)
From: [identity profile] viatoris.livejournal.com
Cube aktywujący Comode :D LOL XD no sny masz ciekawe, Goki, nie powiem :D

Date: 2008-02-10 08:16 pm (UTC)
From: [identity profile] gokuma.livejournal.com
Comodore Cube :)

Date: 2008-02-10 08:21 pm (UTC)
From: [identity profile] gokuma.livejournal.com
A sny się same takie tworzą :) Tylko nieświadomy umysł jest chyba w stanie wygenerować z siebie skrzyżowanie Sparrowa i Skellington Jacka XD

Nie znamy się, ja tu tylko przechodziłem...

Date: 2008-02-25 09:39 pm (UTC)
From: [identity profile] blackduke.livejournal.com
..Ale warto było zajrzeć, bo opis snu jest miodny, zwłaszcza wątek ze Skeleton Jackiem. Koniecznie muszę dodać sobie twój lj do obserwowanych, może wyśnisz następny poziom ;)

A o tym kapłanie...Wydaje mi się, że jest jakaś legenda w podobnym klimacie. Bodajże o dzieciobójczyni, która w każdą rocznicę swojej śmierci jako duch spowiada się, ale kapłan-szkielet nie daje jej rozgrzeszenia i...idzie odprawiać mszę XDDD
From: [identity profile] gokuma.livejournal.com
Ciekawa jestem niezmiernie jak na moje LJ trafiłeś, w końcu nie udzielam się na żadnym community za bardzo ;) Ale widzę po twoim profilu, że mamy dużo wspólnych zainteresowań i zaciekawiły mnie twoje wpisy o książkach. Może więc i ja ciebie trochę poczytam...

Profile

gokuma: (Default)
gokuma

October 2022

S M T W T F S
      1
2345678
9 101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Mar. 2nd, 2026 11:04 am
Powered by Dreamwidth Studios